Nie każda anegdota jest prawdziwą historią, ale część z nich wydarzyło się naprawdę. Ta zaczęła się od rozmowy z małą dziewczynkę podczas kiermaszu książkowego w Lublinie. Po 35 latach przypadkowo znaleziony wycinek prasowy pozwolił ustalić, kiedy i gdzie wydarzyła się ta zabawna sytuacja.
Dedykacja, której nie można było napisać
Na jakimś kiermaszu sprzedawano książki z rysunkami Szczepana Sadurskiego, a on siedział na stoisku wydawnictwa i podpisywał je. Ponieważ prawie wszyscy oprócz autografu chcieli również specjalną dedykację, Sadurski każdego pytał jak ma na imię, a potem wpisywał, np. „Dla Małgosi – Sadurski”. W pewnej chwili, gdy do Sadurskiego podeszła kilkuletnia dziewczynka z jego książką, wziął do ręki flamaster i zapytał:
– Dziewczynko, jak masz na imię?
– A co pan chce zrobić?
– Wpisać ci dedykację do książki.
– Proszę pana, po książkach nie można mazać!
Czy to naprawdę się wydarzyło?
Powyższą historię zapamiętałem, bo była zabawna i oryginalna. Przecież każde dobrze wychowane dziecko wie, że nie można pisać po książkach. Potem ją napisałem i umieściłem na sadurski.com wśród zestawu innych anegdot z mojego życia.
Nagle to zabawne wydarzenie zyskało nowy wymiar. Mały wycinek prasowy, odkryty po 35 latach, sprawił, że anegdota zyskała autentyczne źródło – datę i miejsce. Sytuacja wydarzyła się w połowie maja 1991, na Placu Litewskim w Lublinie.
Kiermasz książkowy na placu Litewskim
„Dziennik Lubelski” nr 93, 15.10.1991, str. 3:
„Swoje stoiska na pl. Litewskim rozłożyły księgarnie kościoła powizytkowskiego, Norbertinum oraz Marka Gacki. Niektóre książki można było kupić z autografem autora, m.in. Magdaleny Jankowskiej, Janusza Olczaka, St. M.Hermaszewskiego, Bronisława Pietraka i Szczepana Sadurskiego”.

Co wydarzyło się w październiku 1991 roku?
Nie jestem pewien, czy opisane wyżej fakty są w 100% prawdziwe. Ponieważ podpisywałem moją książkę „Kwiatki polskie” wydaną dwa lata wcześniej przez lubelski KAW, być może podpisywałem ją na stoisku właśnie tego wydawcy.
A dlaczego uważam, że historyjka z dziewczynką na pewno wydarzyła się akurat wtedy? Bo w moim życiu uczestniczyłem tylko w jednym kiermaszu na placu Litewskim w Lublinie.
Ponieważ 15 października 1991 r. (wtedy opublikowano notkę w „Dzienniku Lubelskim”) był wtorek – kiermasz miał miejsce 12, 13 lub 14 października. Ta ostatnia data prawdopodobnie odpada (było dużo ludzi i słonecznie, w środku dnia), więc najprawdopodobniej historia wydarzyła się 12 (sobota) lub 13 (niedziela) października 1991.
Tak to, wcielając się z Sherlocka Holmesa, rozwikłałem zagadkę. Wśród całej masy anegdot o aktorach, literatach, królach, muzykach, itd. – to chyba jedyna z najlepiej udokumentowanych anegdot.

Ta anegdota trafiła nawet do… fikcyjnego życiorysu
Co ciekawe, owa autentyczna anegdota ukazała się w druku w miesięczniku „103 Najlepsze Dowcipy” – numer 1(42), styczeń 1997 – Disco polo na wesoło. Przeprowadziłem wtedy szereg osobistych i telefonicznych rozmów z muzykami i przygotowałem materiał do publikacji.
Żeby było zabawniej, wymyśliłem wtedy zespół Havana i jego gwiazdę – Roberta Kalinowskiego. Moją anegdotę z dziewczynką i autografem wstawiłem jako wydarzenie… z jego muzycznego życiorysu.
Wykonawców muzyki disco polo było wówczas tyle, że nikt się nie połapał, iż zespół Havana nie istnieje. Ale zdjęcie Roberta Kalinowskiego było prawdziwe, tyle że przedstawiało inną osobę. To było zdjęcie… mojego szwagra.
Prawdziwa anegdota: (c) Szczepan Sadurski / Anegdoty.pl
Zobacz też:
> Pierwsza sądowa sprawa o kawały. „Dowcipy o Murzynach”
> „Dobry Humor” – słynna gazetka z dowcipami












Comments are closed